Spis treści
Хочу на ручки
На днях я стала невольным свидетелем разговора двух молодых женщин.
Они разговаривали между собой о жизни, и в какой-то момент по телефону связались с мамой одной из них. Недолгая беседа закончилась очень злым «так вот как ты со мной разговариваешь, со своей дочерью, да?!» и вскоре прервалась.
Практически сразу после этой трагичной сцены началась следующая, не менее печальная. Женщина, прервавшая разговор с матерью, начала рассказывать о той единственной форме отношений, на которую она согласна с мужчиной. Это говорилось громко и с вызовом, так, что слышали мы, и семья, сидевшая позади нас, еще дальше от разыгравшейся сцены. Похоже было, что этот тон был предназначен не только для собеседницы. Так бывает, когда чувство несправедливости захватывает душу и хочется найти отклик и поддержку у окружающих, пусть даже и случайных прохожих.
Монолог заключался примерно в следующем: Я согласна только на такие отношения, где меня будут носить на ручках. Чтобы всё мне — и Мальдивы, и Канары! Чтобы всё на тарелочке, что ни захочу. И при этом чтобы я не была ему обязана вообще ничем.
Это была долгая и очень экспрессивная речь. И когда женщины удалились, мужчина, сидевший позади нас, с чувством, сквозь зубы процедил вслед говорившей не самое лестное слово.
Так и ходят по миру такие люди… в том нежном и чутком возрасте, когда так хочется на ручки, и за это с тебя ничего не требуют взамен, получившие от самого важного для ребенка человека что-то совсем другое. Иногда это холодность, иногда непонимание, иногда открытую агрессию. Но всегда это огромный дефицит простой любви и принятия.
И несут они его через всю свою жизнь, требуя восполнить его от совсем других людей. От тех, с кем могло бы сложиться доверительное и интересное партнерство.
Бывает, что такие люди, так и не понявшие, почему одни за другими рушатся отношения, остаются одни. Бывает, что женщины «рожают для себя», но и этот союз с ребенком полон проекций, претензий, болезненных разочарований. И эстафетой передаются дальше несчастье, непонятость, непринятость.
Разорвать этот порочный круг можно. И, на мой взгляд, продуктивнее это делать именно в психотерапии. Это долгий и непростой путь. Но он стоит того, чтобы залечить свои раны, обрести себя чуточку иного — интересного, уникального и любимого.
И отдельное спасибо женщине, благодаря которой появились эти мысли. Хочется верить, что она найдет много больше, чем ищет.
Chcę na ręce – o pragnieniu miłości i urazie do matki
Kilka dni temu byłam świadkiem sceny, która nieoczekiwanie stała się punktem wyjścia do refleksji nad głęboko zakorzenionym pragnieniem akceptacji i bliskości.
Dwie młode kobiety rozmawiały ze sobą, dzieląc się swoimi myślami o życiu. W pewnym momencie jedna z nich zadzwoniła do matki. Rozmowa nie trwała długo – zakończyła się gwałtownym wybuchem emocji: „Tak właśnie ze mną rozmawiasz?! Ze swoją córką?!” – po czym kobieta przerwała połączenie.
Niemal natychmiast po tej scenie rozpoczęła się kolejna, równie przejmująca. Ta sama kobieta zwróciła się do swojej przyjaciółki, oznajmiając, że jedyną formą relacji, na jaką jest gotowa z mężczyzną, jest taka, w której będzie „noszona na rękach”. Mówiła to głośno, wyzywająco, tak, by słyszeli nie tylko przechodnie, ale i ludzie siedzący za nami. Jej ton sugerował, że nie zwraca się tylko do przyjaciółki – była to deklaracja skierowana do całego świata. Tak bywa, gdy poczucie niesprawiedliwości staje się tak silne, że szukamy potwierdzenia i wsparcia nawet u przypadkowych świadków.
„Chcę, żeby mnie nosił na rękach. Żeby dawał mi wszystko – Malediwy, Kanary! Żeby wszystko było na tacy, cokolwiek sobie zażyczę. I żeby w zamian nie oczekiwał ode mnie absolutnie niczego.”
To była długa, pełna ekspresji przemowa. Gdy kobiety oddaliły się, mężczyzna siedzący za nami z nieukrywanym rozdrażnieniem skomentował jej słowa.
I tak oto chodzą po świecie ludzie, którzy w tym najbardziej wrażliwym wieku, gdy potrzebowali ramion pełnych ciepła i akceptacji, zamiast tego otrzymali coś zupełnie innego. Czasem była to chłodna obojętność, czasem niezrozumienie, czasem wręcz jawna agresja. Ale zawsze – deficyt miłości i akceptacji.
Noszą ten brak przez całe życie, próbując go wypełnić w relacjach z innymi – z tymi, z którymi mogliby stworzyć zdrowe, bliskie partnerstwo.
Bywa, że osoby te nie rozumieją, dlaczego ich związki się rozpadają, dlaczego nie potrafią stworzyć trwałej, zdrowej relacji. Bywa, że kobiety „rodzą dla siebie”, ale nawet ta więź z dzieckiem jest naznaczona przeniesionymi traumami, pretensjami i bolesnymi rozczarowaniami. W ten sposób przekazują dalej nie tylko życie, ale i cały bagaż niespełnionych oczekiwań, lęków i poczucia niespełnienia.
Ten krąg można przerwać.
To długi i niełatwy proces, ale możliwy – i najbardziej skuteczny w psychoterapii. To droga do uleczenia ran, do odzyskania siebie – nie tego zagubionego w dziecięcym pragnieniu bycia „na rękach”, ale tego prawdziwego, dojrzałego, wyjątkowego i kochanego.
A kobiecie, której historia zainspirowała te przemyślenia, życzę, by znalazła coś więcej, niż to, czego tak głośno szuka.